Jak Twoim zdaniem należy interpretować fakt, że większość właścicieli największych agroholdingów w krajach Mercosur ma europejskie korzenie (niemieckie, włoskie, hiszpańskie, żydowskie z Europy Wschodniej)?
Powiązania właścicieli agroholdingów Mercosur z Europą to temat, który wywołuje mieszane emocje i prowokuje do trudnych pytań o prawdziwą naturę globalnego handlu. Krytycy twierdzą, że podpisanie umowy UE–Mercosur to w istocie porozumienie z elitami o europejskich korzeniach, które od pokoleń kontrolują południowoamerykańską ziemię i kapitał. Padają argumenty, że zamiast wspierać lokalnych rolników, Europa dogaduje się z własnymi „klonami”, tylko działającymi pod inną flagą. Zwolennicy odpowiadają, że to po prostu naturalna konsekwencja fal migracji z Niemiec, Włoch, Hiszpanii czy Europy Wschodniej, które ukształtowały strukturę społeczną kontynentu. Ale czy to nie sprawia, że globalizacja wygląda jak zamknięty klub rodzin i korzeni, gdzie prawdziwa konkurencja jest tylko iluzją? Jakie jest Twoje zdanie – układ elit czy normalny proces historyczny?

Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.